<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Z rozbitego fotoplastikonu">
<author_1="Kazimiera Iłłakowiczówna">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="3">
<date="1951-03-04">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Nie wiadomo, czy zimny; dawno zakończony i zastygły w najużyteczniejszej z form porządek "Marianum" opiera się na niej czy też się o nią lamie — tak jest mocna. Uścisk jej dużej białej ręki o kwadratowych palcach miażdży delikatne dłonie życzliwych opiekuńczych ciotek, ramiona — gdy którą z nich obejmie — tamują oddech i krążenie krwi. Katica wie o swojej sile, ale nie jest świadoma jej granic, wszak musi ją bezustannie tylko hamować. Poza nią leży wraz z dzieciństwem wszechwładza w obszernym wiejskim domu, dysponowanie mnóstwem jadalnych dóbr i szeroka przestrzeń leśna, górska i polna. Ścisza i zwalnia mocny, śmiały krok w białych wspólnych sypialniach, wstrzymuje rozpęd w zimnych, kamiennych korytarzach, ostrożnie siada na wątłych ławkach w klasie. Niechby się tylko mocno wsparła!... Niepohamowane, całkowite jest tytko jej błękitne spojrzenie; żaden półton, żaden półcień przed nim się nie, ostoi. Ojciec dawno przed tymi oczyma skapitulował; to nie on umieścił ją w "Marianum" ona sama zgodziła się pójść za radą ciotek. Przecie trzeba w końcu zdać maturę. Do krągłej jasnej głowy nie wchodzi żadna, wiedza nie mająca bezpośredniego związku z rzeczywistością; żaden obcy język nie chce się tam ułożyć prawidłowo. Białe czoło powleka się głęboką troską. "Jestem głupa" myśli Katica i przez dzień cały połyka łzy. Wydoić krowy, wyczyścić i zaprząc konie, ugotować, uprać, pójść na sianokos, przodować na żniwach tego nie potrzeba się uczyć; ma to wszystko we krwi; same ręce się do tego biorą, samo wszystko układa się własnym porządkiem.. Gdzie ta pszenica, gdzie to winobranie? Gdzie sporządzanie kiełbas i półgęsków? 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
